Najciekawsze informacje z rynku:
Regał Nowości » Recenzje

Recenzje

„Siostrzyczki” Michael Palmer

Siostrzyczki Michael Palmer

  • Beata Wasilewska
Michael Palmer – lekarz i autor bestsellerowych thrillerów medycznych zmarł w 2013 roku. Do dziś uważany jest za jednego z ważniejszych pisarzy zajmujących się tą tematyką. Jego książki przetłumaczono na trzydzieści pięć języków i wydano w wielu krajach, w tym również w Polsce. Wydawnictwo Replika postanowiło przypomnieć debiutancką powieści Michaela Palmera z 1982 roku pt. „Siostrzyczki”.

Powieść z pewnością docenią miłośnicy gatunku, chętnie sięgający po książki, których akcja rozgrywa się w szpitalach, pośród ratującej życie medycznej aparatury, w otoczeniu lekarskich kitlów i pielęgniarskich uniformów.

„Siostrzyczki” to zajmujący thriller medyczny z kontrowersyjnym i skłaniającym do refleksji problemem eutanazji w tle. Nie spodziewajcie się jednak poważnej dysputy na ten temat. Owszem, temat istnieje, ale służy raczej temu, aby podtrzymać napięcie na wysokim poziomie, dostarczyć czytelnikom dobrej rozrywki i pozwolić im w ekscytacji dotrwać do zaskakującego zakończenia.

Czas przedstawić fabułę powieści. Oto w jednym z bostońskich szpitali pacjenci po przeprowadzonych z sukcesem operacjach umierają w tajemniczych okolicznościach. Nikt nie wie, dlaczego tak się dzieje poza grupą pielęgniarek należących do tak zwanego Stowarzyszenia Sióstr Życia. Jest to tajna organizacja, której członkinie uśmiercają nieuleczalnie chorych pacjentów dla ich dobra, w imię celów etycznych decydują się ulżyć cierpieniu tych, którzy funkcjonują w większości przypadków dzięki działającej aparaturze medycznej. Podając im śmiertelną dawkę morfiny wierzą, że śmierć pacjenta będzie spokojna i łagodna.

Członkinie stowarzyszenia działają w dobrej wierze, wśród nich jedna z głównych bohaterek powieści, pielęgniarka Christine Beall. Poza nimi funkcjonuje również grupa członkiń Ogrodu. Ich działalność nie ogranicza się jedynie do przypadków, którymi zajmuje się Stowarzyszenie Sióstr Życia. Nie chodzi im już tylko o eutanazję, zabijają na zlecenie, z chęci zysku. O tej grupie wiedzą nieliczni, wśród nich szefowa doktora Davida Sheltona, który w powieści „Siostrzyczki” jest postacią pierwszoplanową.

David jest chirurgiem, próbuje odbudować swoją karierę po tragicznym wypadku rodzinnym i osobistym kryzysie. Zgadza się przejąć pacjentów jednego z utytułowanych lekarzy, bo może być to droga do wymarzonego sukcesu. Skutki tej decyzji okażą się fatalne, jeden z pacjentów umiera, David zaś zostaje oskarżony o zabójstwo.

Od tego momentu akcja „Siostrzyczek” nabiera tempa. Do tego stopnia, że wraz z bohaterami musimy uciekać przed mordercą niemającym żadnych skrupułów. Po drodze giną ludzie, niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku, ale zbliża również do siebie młodego chirurga i mającą wyrzuty sumienia pielęgniarkę. David i Christine wspólnie próbują dotrzeć do prawdy. Pomagają im zarówno postaci, jak i umiejętnie zastosowane przez autora powieści nagłe zwroty akcji.

Powieść Michaela Palmera to dobrze opowiedziana historia, która momentami potrafi przyspieszyć puls czytelnika. Na uwagę zasługuje motyw ucieczki przed mordercą działającym na zlecenie. Ponadto zaciekawiła mnie kreacja postaci. Uważam, że zostały skrojone wiarygodnie. Autor był lekarzem, miał więc z pewnością sprawdzoną wiedzę na temat stosunków panujących wśród personelu medycznego, jak i procedur obowiązujących podczas zabiegów i operacji.

Jedyny mankament, jak dla mnie, to samo zakończenie, które mogłoby być bardziej złożone. Moim zdaniem, wobec wcześniej przedstawionej akcji, wypadło trochę blado. Z drugiej strony można to złożyć na karb debiutu pisarskiego. Wówczas warto dać mu szansę i dopowiedzieć sobie resztę.

Powieść „Siostrzyczki” czyta się dobrze, to pozycja dla tych, którzy lubią ciekawie zawiązaną intrygę, medyczne historie z dreszczykiem i sensacyjną fabułę. Wydaje się, że jest to dobra książka na wakacyjny urlop. Przestrzegałabym jednak przed czytaniem jej w szpitalnym łóżku. W tym wypadku mogłaby okazać się niebezpiecznym lekarstwem na nudę. Beata Wasilewska Słowa jak marzenia

„Poszukiwana” Dean Koontz

Poszukiwana Dean Koontz

  • Beata Wasilewska
Dean Koontz jest jednym z najpopularniejszych pisarzy amerykańskich, który ma w swoim dorobku niebagatelną liczbę sprzedanych książek. Ponad 450 milionów egzemplarzy robi wrażenie. Kilkadziesiąt powieści i opowiadań napisanych w ciągu niemal pięćdziesięciu lat może imponować. Wiele z nich trafiło na wszelkie możliwe listy bestsellerów, część została sfilmowana, inne zostały uhonorowane ważnymi nagrodami. Prawdopodobnie wśród wielbicieli literatury grozy, thrillerów i wszelkich niesamowitości powieści Deana Koontza zajmują poczesne miejsce. Czy do tego grona należy powieść „Poszukiwana”? Warto się przekonać.

Opowieść, którą Dean Koontz serwuje czytelnikom jest thrillerem, po części okraszonym elementami horroru, magii i pewnej nadprzyrodzoności. Chwilami niepokojąca, nieco paranoiczna, a nawet absurdalna i niedorzeczna, „Poszukiwana” jest pełna niespodzianek. Rozpoczynając lekturę lepiej być przygotowanym na wydarzenia rozgrywające się na granicy prawdopodobieństwa. Niektóre z nich mogą zaskoczyć swym surrealizmem. Jednocześnie mogą świadczyć o sile wyobraźni autora, który napisał powieść o roli podświadomości i imaginacji, mających wpływ na nasze życie.

Historia rozpoczyna się od dramatycznej diagnozy lekarskiej, którą usłyszała Bibi Blair, młoda i energiczna pisarka. Lekarze nie mają wątpliwości – czeka ją najwyżej rok życia. Na tyle czasu liczyć może pacjentka z glejakowatością mózgu. Rokowania są złe, ale Bibi mówi: „Zobaczymy”. Ona nie chce się poddać. I rzeczywiście zdarza się cud – nagle choroba znika. Dziewczyna może wrócić do domu. Uszczęśliwieni rodzice postanawiają sprawić córce wyjątkowy prezent. Inicjują spotkanie z tajemniczą wróżbitką, która uświadamia Bibi, że w zamian za dar życia będzie musiała zapłacić. Wyznaczono jej zadanie – ma znaleźć i ocalić Ashley Bell. Ale kim jest tajemnicza kobieta? Gdzie przebywa? W jaki sposób związana jest z bohaterką? Kwestie te są tajemnicą dla wszystkich.

Od tej chwili rozpoczyna się niewiarygodna sekwencja zdarzeń, które wymykają się zdrowemu rozsądkowi. Bibi Blair wyrusza na poszukiwanie tajemniczej Ashley Bell, staje się celem wrogo nastawionych ludzi, spotyka na swej drodze wszelkiej maści dziwaków, psychopatów przepełnionych nienawiścią, w tym neonazistę, który usiłuje zmusić ją do zakończenia wyjątkowej misji.

Tempo powieści jest szybkie, nagłe zwroty akcji wprowadzają czytelnika na coraz to nowe ścieżki absurdu. Mamy wrażenie, że coś tutaj jest nie tak. Gdy myślimy, że już dziwniej być nie może autor podaje kolejne wskazówki, które uspokajają nas, bo wracamy na właściwe tory. Przynajmniej tak nam się wydaje. Kiedy w szpitalnej sali widzimy bohaterkę pogrążoną w śpiączce mamy wrażenie, że Dean Koontz zdradził już wszystko. Oto młoda dziewczyna ma pełne fantazji, niemal dadaistyczne sny. W jakiś sposób łączy się telepatycznie ze swoim chłopakiem. To jedna z postaci, które otaczają bohaterkę, są dla niej ważne i mają na nią wpływ. Wprowadzenie narracji z punktu widzenia Paxtona, żołnierza Marynarki Stanów Zjednoczonych sprawia, że zmienia nam się perspektywa postrzegania wydarzeń z pogranicza jawy i snu. Nasza wspólna wędrówka trwa nadal. Rzeczywistość i wyobraźnia splatają się z sobą, i zaskakują na każdym kroku. Jeśli zaakceptujemy pomysł autora możemy bez przeszkód śledzić jego surrealistyczną opowieść.

„Poszukiwana” to książka o sile wyobraźni, potędze podświadomości, ale także o koncepcji wolnej woli, która może pokonać wszelkie zło. W pewnym sensie jest to opowieść, która zawiera refleksje o przechodzeniu choroby. O raku, którego trudno jest zaakceptować i zrozumieć, z którym wciąż się walczy i nadal się przegrywa. Bibi Blair postanowiła powiedzieć śmiertelnemu zagrożeniu stanowcze nie.

Dean Koontz napisał powieść, w której strach miesza się z nadzieją. Wspomnienia z dzieciństwa determinują dorosłe życie. Podświadomość wpływa na nasze działania. Całość przybrała formę, którą zaakceptują wielbiciele literatury grozy, thrillerów, tajemnic i przygody w świecie wymykającym się wszelkim normom. „Poszukiwana” to oryginalna i trzymająca dobry poziom książka. Ciekawa, zaskakująca, skłaniająca do refleksji.

Przeczytajcie, pozwólcie sobie na odrobinę szaleństwa. Nie wszystko w naszym świecie poddaje się tylko rozumowi. A życie może być pełne niespodzianek. Beata Wasilewska Słowa jak marzenia

„Ciemna Strona Światła. Tunel Zagłady” Katarzyna Byjoś

fantasy landscape with big moon in the forest

  • Marta Młodawska
Decydując się na recenzowanie książek dziecięcych ponad rok temu, nie przypuszczałam, że z taką ciekawością będę sięgać po książki dla młodzieży z kategorii fantastyka.

Czekała na mnie historia zaczynająca się niezwykle zwyczajnie…

Kiedy już zagłębiłam się w lekturę książki poznałam wiele postaci tej opowieści, które razem tworzą plejadę bohaterów. Początkowo sądziłam, że to Mia będzie nadrzędną postacią tej opowieści. Myliłam się. Mia jest zwyczajną nastolatką, która myśli jak typowa dziewczyna w jej wieku. Kocha się w koledze z innej klasy, lubi spędzać czas z koleżankami, a zajęcia szkolne są tylko niemiłym epizodem w jej życiu.

Pewnego razu dziewczyna odkrywa w sobie tajemnicze moce, które mają nieopisaną siłę działania. Mia zostaje wplątana w niesamowity wir zdarzeń, z którego wyłoni się postać o zupełnie innym charakterze i spojrzeniu na świat. I, co ciekawe nie tylko ona posiada nadprzyrodzone zdolności…

Nie ukrywam, że czytając polską fantastykę dla młodzieży patrzę na opisywane historie nieco z góry, z perspektywy dorosłego człowieka. Co nieco tytułów zagranicznych również zaliczyłam. I jakkolwiek, by nie chwalić polskich autorów za próbę dotarcia do młodego czytelnika oraz pisanie historii z morałem, to męczy mnie okropnie myśl, że trudno naszym autorom wymyślić coś naprawdę oryginalnego.

Nie, nie uważam, że „Tunel Zagłady” jest złą książką. Tylko mam wrażenie, że jest w dużej mierze oparta na odtwarzaniu, bądź przystosowywaniu epizodów, pomysłów i zdarzeń z powieści fantasy światowego formatu.

Mimo powyższych zastrzeżeń, polecam Wam tę książkę, ponieważ będzie to kolejna historia, która wciągnie Wasze dzieci bez reszty. Przelane na papier przeżycia Mii mają wszelkie predyspozycje, by sprawić, że Wasze dziecko będzie identyfikować się z bohaterami. Marta Młodawska Domowa Księgarnia

„Ciemniejsze niebo” Mari Jungstedt, Ruben Eliassen

Ciemniejsze niebo Mari Jungstedt, Ruben Eliassen

  • Beata Wasilewska
Często sięgam po książki skandynawskich autorów, szczególnie zaś po powieści kryminalne, w których, wychodząc poza samą zagadkę, staram się zrozumieć tak zwaną szwedzką duszę. Opisywane zbrodnie często są pretekstem do ukazania kontekstu społecznego, obyczajowego lub politycznego. Punkt widzenia pisarzy staram się porównać z własnymi refleksjami dotyczącymi mieszkańców Skandynawii, szczególnie Szwecji, do której mam przyjemność podróżować od wielu lat.

Na liście uznanych autorów rodem z Północy znajduje się Mari Jungstedt, kolejna dziennikarka, która na dobre zajęła się pisaniem powieści kryminalnych. Najbardziej znaną serią są jej powieści opowiadające o zbrodniach dokonywanych w pięknych plenerach Gotlandii. Niedawno pisarka nawiązała współpracę z norweskim pisarzem fantasy Rubenem Eliassenem – laureatem nagrody National Book Awards. W efekcie powstała wspólna powieść „Ciemniejsze niebo”, czyli pierwsza część nowej serii kryminalnej „The Canary Island”.

Jak już wspomniałam, bardzo ważne w szwedzkich czy norweskich kryminałach są miejsca i środowisko społeczne, w których dochodzi do opisywanych zbrodni. „Ciemniejsze niebo” umieszcza historię kryminalną w neutralnym dla Szwedów, ale znanym terenie wakacyjnym, w którym spędzają oni swoje urlopy, na Wyspach Kanaryjskich. To miejsce przyciąga spragnionych słońca turystów jak magnes. Cieszą się ciepłem, lokalnymi przysmakami hiszpańskiej kuchni, dobrymi trunkami i piękną przyrodą. W takiej scenerii niełatwo jest mierzyć się z serią okrutnych zbrodni.

Oto bowiem na plaży zostają znalezione zwłoki szwedzkiej turystki, ułożenie ciała i ogólny sztafaż przywołują słynny obraz włoskiego malarza z XV wieku. Zamordowana kobieta wygląda jak bohaterka renesansowego dzieła „Narodziny Wenus”. Do takich wniosków dochodzą osoby bezpośrednio zaangażowane w prowadzone na Gran Canarii śledztwo. Poza miejscową policją w sprawie uczestniczą dziennikarka szwedzkiej gazety, Sara Moberg oraz pracownik konsulatu skandynawskiego w Las Palmas, Kristian Wede. Duet bohaterów dość szybko odkrywa nić łączącą morderstwo z centrum jogi i jej charyzmatycznym właścicielem Samsarą. Zanim pojawią się nowe tropy, mieszkańcy wyspy jeszcze kilkakrotnie zetkną się z podobnymi, bo nawiązującymi do dzieł sztuki, scenami zbrodni. I chociaż pomysł nie wydaje się zbyt nowatorski, to odniesienia te stanowią ciekawą otoczkę przedstawianych wydarzeń. Podobnie jak historia pewnej hiszpańskiej rodziny rybaków, która opowiadana w tle, po pewnym czasie rzuca światło na prowadzone dochodzenie.

„Ciemniejsze niebo” to kryminał, który w środku zimy, zabiera nas do ciepłego kraju, pełnego słońca. Okraszony nutą lekkiego erotyzmu sprawia wrażenie napisanego dla tych, którzy spragnieni wakacyjnych wrażeń zostają skonfrontowani z całym smutnym bagażem ludzkiej egzystencji. Każdy ma swoje problemy, złe wspomnienia, niezrealizowane pragnienia i tajemnice. Ani piękno krajobrazów, ani poszukiwanie równowagi duchowej w renomowanym ośrodku jogi, ani nocne eskapady do popularnych tawern i barów, nie są w stanie osłodzić niektórym bohaterom goryczy ich życiowych porażek. Przywodzi to na myśl niektóre seriale obyczajowe, w których dużą rolę odgrywają zarówno perypetie uczuciowe jak i codzienne problemy, tak podobne do naszych.

„Ciemniejsze niebo” to współczesna opowieść o zbrodniach, nieczystej miłości i trudnych relacjach małżeńskich ze Szwedami w rolach głównych. Poznajemy ich punkt widzenia i mentalność w kontekście obcego dla nich środowiska. Nawet wieloletnie przebywanie wśród miejscowej ludności czy życie w luksusie nie pozwala im żyć pełnią życia. Autorzy powieści próbują w ten sposób budować klimat tajemnicy, wychodzić poza zagadki kryminalne, obalać mit sielskiej natury popularnych wakacyjnych kurortów.

Powieść napisana jest prostym językiem, czyta się ją szybko, choć w odbiorze przeszkadzać mogą stereotypowe stwierdzenia związane ze sztuką, a także, moim zdaniem, zbyt ugrzecznione dialogi, które dodają postaciom pewnej sztuczności. Może zawdzięczamy to tłumaczeniu, a może samym autorom. Tego nie wiem.

Jeśli chodzi o sprawę kryminalną, dość szybko możemy przewidzieć kto jest odpowiedzialny za zbrodnie, choć przyznam, że niektóre wątki sprytnie próbowały wodzić mnie za nos. ”Ciemniejsze niebo” to książka, która daje przyjemność czytania, ale chciałabym, żeby kolejne tomy w serii kryminalnej bardziej angażowały komórki nerwowe mojego mózgu.

Oddając się lekturze, ponownie przyjrzałam się obrazom, do których nawiązywały sceny opisywanych zbrodni. Ich analiza z pewnością daje dużo możliwości i dodatkowo urozmaica odbiór powieści.

Jeśli w przyszłości spotkam się z bohaterami literackimi stworzonymi przez skandynawski duet na pewno będę kibicować Kristianowi Wede, pogubionemu życiowo, ale próbującemu na nowo zbudować relacje rodzinne, byłemu policjantowi. Sarze Moberg mogę dać jeszcze szansę, mimo że denerwowała mnie swą zadufaną postawą. Skoro mnie irytowała to znaczy, że nie była tylko drewnianą marionetką, żyła na kartach książki, a to już spory sukces.

„Ciemniejsze niebo” zapowiada nową serię powieści kryminalnych, których akcja toczy się w gorącej, urlopowej atmosferze. Mam nadzieje, że kolejne książki napisane przez Mari Jungstedt i Rubena Eliassena postawią przed ich bohaterami nowe wyzwania, a nam, czytelnikom, pozwolą spędzić miło czas. Beata Wasilewska Słowa jak marzenia

„Cukierenka Panny Euforbii” Luigi Ballerini

Cukierenka Panny Euforbii Skrzat

  • Marta Młodawska
„Cukierenka Panny Euforbii” to kolejna historia dla młodych czytelników, która skradła moje serce. Pełna radości, zabawy i słodkości, które czynią świat piękniejszym.

Książka, nie dość, że jest ciekawa i wciągająca, to swoim stylem nawiązuje do najlepszych tytułów literatury dziecięcej, które ukazały się w przeszłości.

Z historii, napisanej przez Luigiego Balleriniego, bije radość. Radość tak zaraźliwa, że nawet ja – dorosła – nie przestawałam się uśmiechać w trakcie lektury. Myślę, że duża w tym zasługa autora, który przelał na papier, charakterystyczną dla Włochów, pogodę ducha i chęć do życia.

Główna bohaterka, Marta, jest ciekawą świata dziewczynką. Wychowuje się w domu babci. Kobiety dobrej, ale owładniętej obsesją na punkcie bezpieczeństwa wnuczki. Stara się małą chronić nawet wtedy, gdy nie jest to konieczne. Pewnego dnia dziewczynka trafia do cukierni panny Euforbii. Persony trochę zdziwaczałej i nieco szalonej.

Panna Euforbia jest mistrzynią w swoim fachu i posiada tajemną wiedzę, która sprawia, że jej ciasteczka mają magiczną moc. Niestety, jej cukiernia jest usytuowana w miejscu, gdzie mało kto zagląda i właścicielka, zamiast cieszyć się sławą mistrzyni cukiernictwa, musi myśleć o przetrwaniu.

Właścicielka cukierenki, by przetrwać, decyduje się na zorganizowanie kursu kulinarnego poświęconego wypiekom. Do kursu przystępuje dwoje kursantów – Marta oraz nieśmiały i cichy Matteo. Marta i jej kolega nie wiedzą jeszcze, że to początek wielkiej przygody i zmian.

Autor napisał historię pełną nadziei i optymizmu. „Cukierenka Panny Euforbii” kipi miłością do życia, świata i gotowania. To doskonała lektura dla dzieci wchodzących w wiek dojrzewania, dla których otaczający świat może być bardzo przytłaczający. Marta Młodawska Domowa Księgarnia

„Siedem minut po północy” Patrick Ness

siedem minut

 

  • Diana Chmiel
Cieszę się, że niektóre historie do mnie wracają. Siedem minut po północy przeczytałam dawno temu, (choć wydane zostało w 2013 roku, więc to raptem trzy lata). Nie zapomnę momentu, kiedy wzięłam ją z półki w bibliotece, pamiętam swoje zdziwienie, że książka niby dla młodzieży, a tu takie straszne ilustracje; byłam mocno zaintrygowana. Przeczytałam ją od razu, jak tylko przyszłam do domu. Historia napisana przez Patricka Nessa, a wymyślona przez Siobhan Dowd okazała się fenomenalna pod każdym względem.

Trzynastoletni Connor mógłby być typowym nastolatkiem, ze wszystkimi plusami i minusami tego wieku, gdyby nie dwie rzeczy. Mama chora na raka i potwór w ogrodzie. Choroba matki określa życie chłopca i jego relacje z rówieśnikami. Potwór pojawia się siedem minut po północy, by żądać od chłopca czegoś, co naprawdę go przeraża – prawdy. Jak Connor poradzi sobie z potworem, jak potwór zmusi Connora do wyznania prawdy, co jest prawdą i jak te wszystkie rzeczy się łączą – musicie przeczytać, żeby się dowiedzieć. Trudno napisać coś więcej o fabule, bo jest skonstruowana tak, że opisując jeden element, zawsze zaczepi się o kilka innych. To spójny świat, w którym nic nie jest zbędne, każde zdanie autora ma cel, każdy przedmiot jest po coś, każda sytuacja ma sens.

Na samym początku napisałam, że książka jest fenomenalna. Na to składa się kilka rzeczy. Po pierwsze pomysł. Pojawia się tutaj w relacji dziecko-chory rodzic coś nowego i ten jeden element powoduje, że historia staje się wyjątkowa. Wszystkie wydarzenia prowadzą nas ku końcowi, który zaskakuje, zdumiewa, ale też nami wstrząsa i każe spojrzeć na znane rzeczy w nowy sposób. Opowieść jest o trzynastoletnim chłopcu, ale to historia mroczna i przejmująca, mówiąca o bólu, stracie i nieszczęściu. To trudna historia, a przez to jeszcze bardziej poruszająca. Dzięki perfekcyjnemu wykonaniu, pomysł przerodził się w prawdziwą opowieść. Patrick Ness stanął na wysokości zadania i doskonale przedstawił pomysł Siobhan Dowd. Od samego początku, od pierwszego zdania historia nas wciąga i nie puszcza, aż będzie koniec. Prosty, bezpośredni styl, bez żadnych ulepszaczy i upiększaczy, cały czas podtrzymuje w nas niepokój. Poznajemy kolejne wydarzenia, i niby wiemy już, o czym czytamy, niby możemy się już domyślać, co może się wydarzyć – ale w dalszym ciągu przewracamy kartki z niepokojem. Trzecim elementem, który buduje wyjątkowość tej książki są ilustracje. Ilustracje, które nie są tutaj jedynie dodatkiem – one tworzą tę historię na równi z tekstem. Jim Kay, ich twórca, wziął przebijający w tekście niepokój i jeszcze bardziej go podkręcił. Razem, tekst i grafiki, sprawiają wrażenie, jakby to był jakiś horror, albo bardzo przerażająca historia, a nie opowieść o chłopcu z chorą mamą. A jednak.

Siedem minut po północy to przepiękna, wzruszająca, ale przede wszystkim tak bardzo prawdziwa opowieść. Dowód na to, że o rzeczach trudnych, bolesnych i przerażających, można opowiadać bez zbędnej podniosłości, popadania w dramatyzm, moralizatorstwo czy dobrej rady. To wspaniała lekcja życia, odwagi, nadziei i oswajania smutku. Tak jak już pisałam – absolutnie fenomenalna. Wszystkie elementy – pomysł, wykonanie, grafika – tworzą historię, której długo nie zapomnicie. To taka książka, którą chcesz mieć i co jakiś czas do niej wracać. Która ukoi cię w twoim smutku, doda nadziei i siły. Piękna, piękna rzecz.

1 grudnia odbył się w Warszawie specjalny pokaz filmu Siedem minut po północy, a dzięki Regałowi Nowości miałam okazję na nim być. Tak jak napisałam na samym początku, cieszę się, kiedy pewne historie do mnie wracają. Cieszę się tym bardziej, że powstał film na podstawie książki, którą każdy powinien znać. A wiadomo – jest film, zrobi się szum, więc i po książkę sięgnie więcej osób. Dla mnie w każdym razie, po lekturze i seansie, Siedem minut po północy pozostanie historią, która zdecydowanie lepiej brzmi na papierze niż na ekranie.

Film i książka to dwa skrajnie odmienne media, które jednak mogą pokazać znakomitą opowieść w bardzo dobry sposób, sięgając jedynie po różne środki. W książce autor ma tę przewagę, że może napisać, co bohater czuje lub myśli. Reżyser musi to pokazać. I o ile Patrickowi Nessowi jako autorowi udało się znakomicie, jako scenarzyście już nie do końca. Scenarzyści powinni być bajarzami, w końcu chodzi o to, by dobrze opowiedzieć historię. W książce mamy zdania, które wbijają nas w fotel; momenty, które odkrywają przed nami jakieś fragmenty rzeczywistości, miejsca, w którym nagle rozumiemy więcej. Obserwujemy przemianę Connora, uczestniczymy w niej, dlatego jest dla nas tak bardzo emocjonalna. Bo odkrywamy prawdę razem z nim.

W filmie tego wszystkiego zabrakło. Patrick Ness doskonale napisał historię, ale nie wiem, na ile rozumie język filmowy. Mam wrażenie, że wydawało mu się, że wystarczy wziąć scenę z książki i ją nakręcić, zrobić tak kilka razy i powstanie doskonały film. Niestety tak to nie działa. Owszem, powstał film piękny wizualnie, z kilkoma dobrymi momentami, może nawet w jakiś sposób wzruszający, ale jednocześnie jest to film dosyć przewidywalny, niebudujący więzi emocjonalnej z bohaterem, niepokazujący jego przemiany. Wszystkie rzeczy, które widz powinien czuć, dostał odgórnie, film nie stawia odbiorcy żadnych pytań w trakcie oglądania. Tak jakby skupienie twórców poszło na to, by przedstawić chronologicznie wydarzenia z książki, ignorując to, co w niej najważniejsze, czyli emocje.

Poruszająca i głęboka opowieść, która zapada w pamięci czytelnika, została tutaj przedstawiona dosyć płytko i nieumiejętnie. Twórcy skupili się bardziej na formie, niż treści. W efekcie mamy bardzo ładny film, z ciekawymi efektami (opowieści ilustrowane akwarelami – bezbłędne!), ale na poziomie emocjonalnym film w ogóle nie dorównuje książce. Ostatecznie może ciężko mi to oceniać, bo znam książkę i przez jej pryzmat patrzę na film. Ale pamiętam swój zachwyt nad tekstem i chciałam tak samo zachwycona i wzruszona wyjść z kina. Niestety tak się nie stało. W książce wszystko jest jasne – kto jest bohaterem, z jakimi emocjami mamy do czynienia, czym tak naprawdę jest potwór i co symbolizuje, i dlaczego tak, a nie inaczej. Rozumiemy, jaki jest cel tej opowieści. Po filmie mam wrażenie, że jedynym celem twórców było wzruszenie mnie małym chłopcem i jego chorą mamą, na dodatek za pomocą dosyć oczywistych narzędzi filmowych. A kiedy ktoś mi mówi, że mam być wzruszona, zamiast sprawić, że będę, to ja raczej się go nie słucham.

Doceniam fakt przeniesienia tej opowieści na ekran. Niech leci w świat. Ale zanim wybierzecie się do kina, przeczytajcie książkę i zachwyćcie się nią. Diana Chmiel Bardziej lubię książki niż ludzi

„Za rok o tej porze” Monika Sawicka

Za rok o tej porze Monika Sawicka Replika

  • Marta Młodawska
„Za rok o tej porze” to kontynuacja książki „Dobrze, że jesteś”. Tym samym, autorka sprawiła prezent swoim wiernym czytelniczkom, nakreślając dalsze losy Kornelii.

Kornelia, młoda kobieta po przejściach, wciąż stara się iść przez życie z podniesioną głową. Jej sercem wciąż targa cała masa emocji. Nadal rozpaczliwie poszukuje oparcia, zrozumienia i troski.

„Za rok o tej porze” to porcja nowych przemyśleń z obszaru psychologii oraz filozofii. Wszystko to wymieszane z mającymi motywować cytatami, a także rozważaniami głównej bohaterki, która wciąż nie może zaznać spokoju.

Pojawiają się nowe wątki i cała masa refleksji. Kto czytał „Dobrze, że jesteś”, z pewnością chętnie po raz kolejny spotka się z Kornelią. Być może jej rozważania sprawią, że ktoś poczuje się lepiej. Książka sprawia wrażenie nieuporządkowanej, ale ten stan rzeczy dobrze współgra z chaosem dziejącym się w głowie i życiu głównej bohaterki.

Monika Sawicka znów porusza tematy dotyczące przemocy domowej, toksycznej miłości czy śmierć najbliższej osoby. Stara się przekonać swoje czytelniczki, że warto żyć i wierzyć w miłość oraz ludzi, pomimo nękających nas przeciwności losu. Marta Młodawska Domowa Księgarnia

„Stacja Jagodno. Serce z bibuły” Karolina Wilczyńska

Stacja Jagodno. Serce z bibuły Karolina Wilczyńska

  • Marta Młodawska
„Serce z bibuły” pióra Karoliny Wilczyńskiej to czwarta część sagi Stacja Jagodno, która właśnie trafiła do księgarń. Czterotomowa opowieść o kobietach, pełna radości i smutków dnia codziennego, od jakiegoś czasu pozwala rzeszom czytelniczek przenieść się do świata, w którym same chciałyby żyć.

Życie w Jagodnie płynie swoim rytmem. Wieś wciąż jest świadkiem różnych zakrętów losu. Tym razem główną bohaterką wydarzeń staje się Jadwiga.

Kobieta po nagłej śmierci męża musi zapewnić byt sobie i swoim dzieciom. Nieoczekiwana pomoc przyjdzie do niej ze strony kogoś, kogo nawet nie zna. Czy ta pomocna dłoń naprawdę będzie dla niej wsparciem?

Marzena stara się podnieść przyjaciółkę na duchu po stracie pracy. Robi wszystko, by Tamara zainteresowała się jej najnowszym projektem. Do pomocy wciąga wszystkie kobiety bliskie sercu Tamary. Małgorzata z kolei stara się umocnić w swojej samodzielności i wytrwać w swoich postanowieniach. Katarzyna zaś jest dopiero na początku swojej drogi do szczęścia. Czy wytrwa?

Czytając „Serce z bibuły” miałam wrażenie, że to najbardziej feministyczna odsłona tej historii. Każda ze znanych i nowych bohaterek cyklu bierze sprawy w swoje ręce. Mimo niepowodzeń, załamań i okrutnych niespodzianek od losu te, tak różne od siebie kobiety, nie poddają się, idą naprzód, początkowo niepewnie, w końcu z podniesionym czołem i uśmiechem na ustach.

Historia Jadwigi, losy Katarzyny czy perypetie Marzeny i Tamary są opowieściami o kobietach, które dzięki wsparciu życzliwych im osób prostują swoje ścieżki życia, mając jednocześnie w sercu nadzieję i chęć do działania.

Karolina Wilczyńska stworzyła sagę o ludziach zwyczajnych, prostych, targanych różnorakimi emocjami, którzy błądzą i nie zawsze postępują uczciwe. Właśnie to sprawia, że osoba oddająca się lekturze, tak bardzo identyfikuje się z wykreowanymi tu bohaterami. Marta Młodawska Domowa Księgarnia

„Karmelowa jesień” Aleksandra Tyl

Karmelowa jesień Aleksandra Tyl

  • Beata Wasilewska
Jesień niejedno ma oblicze. Od pięknego, słonecznego i obsypanego dywanem z różnokolorowych liści po szare, deszczowe i ponure z parą kaloszy u progu. A co byście powiedzieli na jesień spędzoną po trosze w hiszpańskiej scenerii? Brzmi dobrze? W takim razie czas na podróż z bohaterami najnowszej powieści Aleksandry Tyl „Karmelowa jesień”.

Jest to kontynuacja wydarzeń przedstawionych w powieści „Magiczne lato”. Jeśli znacie poprzednią opowieść z pewnością będzie Wam łatwiej zrozumieć wszystkie niuanse fabularne. Nie miałam okazji przeczytać wcześniejszej książki autorki, ale udało mi się płynnie wejść w wykreowany przez nią świat. Głównie za sprawą przyjemnej narracji, lekkości pióra pisarki i elementom humorystycznym, które pojawiały się, co jakiś czas, by zrównoważyć całkiem poważną tematykę.

W „Karmelowej jesieni” poznajemy losy Marianny, która niespodziewanie, i w tragicznych okolicznościach, traci bliskich. Młoda kobieta przeżywa chwile załamania, nie wie jak poradzić sobie ze śmiercią rodziców i ukochanej babci. Do tej pory żyła spokojnie, bez większych problemów, trochę „pod kloszem” rozpostartym nad nią przez rodzinę i przyjaciół. Marianna jeszcze nie wie, że los postanowił pokazać jej jak dorosnąć i zacząć żyć pełnią życia. Pierwszym krokiem okazuje się odkrycie, że ojciec bohaterki regularnie przesyłał pieniądze pewnej mieszkance Sewilli. Marianna postanawia wyjaśnić rodzinną tajemnicę, wyjeżdża do Hiszpanii, a tam trafia w sam środek perypetii kilku starszych pań prowadzących podupadłą kawiarnię. Zaangażowana w życie tancerek flamenco powoli zaczyna odkrywać zupełnie inny świat kobiet, które próbują poradzić sobie z samotnością i przemijaniem. W wyniku pewnej niepisanej umowy Marianna decyduje się pomóc w odbudowaniu świetności lokalu, wykorzystuje swoje umiejętności cukiernicze i poddaje się atmosferze urokliwej stolicy Andaluzji.

W książce nie brakuje hiszpańskiego klimatu, spacerów po uliczkach miasta, przejażdżek dorożką wśród turystycznych atrakcji, spotkań w kawiarniach i barach oferujących smakowite tapas. Trochę blichtru towarzyszącego śmietance towarzyskiej Sewilli, ale także prostego i mniej ładnego życia mieszkańców ponurego osiedla, którego raczej nie pokazuje się turystom. Jednak świat ten można upiększyć, wbrew wszystkim i wszystkiemu, szanując wspomnienia, spełniając najskrytsze marzenia nawet wtedy, jeśli wydaje nam się, że lepiej jest żyć z dnia na dzień.

„Karmelowa jesień” to pozytywna powieść obyczajowa, bardzo kobieca i delikatna. Opowieść o tym, że warto mieć marzenia i dążyć do ich spełnienia. O życiu, które zaskakuje nas samych i potrafi poruszyć nasze zmysły nawet, jeśli były skrzętnie ukryte za stertą porzuconych nadziei. Zgodnie z hiszpańską filozofią zamkniętą w słowie sobremesa.

Przeczytałam powieść Aleksandry Tyl z przyjemnością, w karmelowym jesiennym nastroju, w opozycji do szarej aury za moim oknem. Niejednokrotnie nabrałam ochotę na opisywane słodkości, na posłuchanie hiszpańskich rytmów, a nawet na spotkanie z pewnym…duchem.

Podobało mi się, że poza głównym wątkiem fabularnym, występowały w powieści także wątki poboczne, różne postaci i zmieniająca się sceneria. No i otwarte, niedopowiedziane zakończenie sugerujące kontynuację losów głównych bohaterów książki.

Było „Magiczne lato”, „Karmelowa jesień”, to może teraz czas na wiosenne porywy serc? Kto wie? Ostatnie słowo należy do autorki. W każdym razie ja nie mam nic przeciw temu.

Polecam „Karmelową jesień” z jej smakiem, który wyda Wam się kwintesencją pory roku aktualnie towarzyszącej nam za oknem. Ciepła i optymistyczna lektura w sam raz na spokojne wieczory. Beata Wasilewska Słowa jak marzenia

„Otulone ciemnością” Hanna Greń

Otulone ciemnością Hanna Greń

  • Marta Młodawska
„Otulone ciemnością” Hanny Greń to narracja pełna tajemnicy, niedomówień i zaskakujących zwrotów akcji.

Swoich stałych czytelników autorka przyzwyczaiła już do tego, że jej kryminalne historie to połączenie świata przestępczego z zazębiającą się z nią policyjną codziennością. Obie te płaszczyzny są pełne brutalności, rynsztokowego języka i twardych reguł gry, którym nie powinno się przeciwstawiać.

Tym razem, do zabójstwa dochodzi w Cieszynie. Ofiarą jest młoda kobieta, a okoliczności, w jakich ją znaleziono, w połączeniu z faktem, w jaki sposób sprawca pozostawił jej ciało, wprawiają w konsternację miejscowych policjantów.

Sprawę zabójstwa prowadzi intrygująca i bardzo profesjonalna komisarz policji Benita Herrera. Kobieta silna i wzbudzająca respekt wśród swoich podwładnych. Jej pierwsze przypuszczenia, co do osoby mordercy, okazują się bezpodstawne. Na dodatek wszystkie tropy, na jakie natrafia pani komisarz okazują się prowadzić donikąd. Czy Benicie uda się znaleźć mordercę? Czy fascynujący ją znany biznesmen o podejrzanej reputacji rzeczywiście nie jest zamieszany w morderstwo?

Najnowsza powieść Hanny Greń naprawdę was zaskoczy. Mam wrażenie, że autorka z każdą swoją kolejną książką coraz lepiej czuje się w swojej skórze. Mylenie tropów, gmatwanie i kluczenie wychodzą jej z nadzwyczajną łatwością. A to wszystko razem przekłada się na niebywale interesującą, a jednocześnie niezwykle spójną historię kryminalną. Marta Młodawska Domowa Księgarnia

Przewiń do góry strony